niedziela, 12 lutego 2017

Moja relaksująca metoda odchudzająca

Cześć i czołem!
Po wszystkich tych dietach, które stosowałam ostatnio, wracam do korzeni, do tego o czym pisałam na samym początku bloga.
 Grubasy nie mogą stosować diet! Podstawowe pytanie zawsze brzmi: co potem?



 Dietetyczka, do której się udałam powiedziała mi: 1400kcal, ćwiczenia 3 razy w tygodniu, a potem mniej kalorii i zwiększymy ilość ćwiczeń...Sorry Pani dietetyczko, ale to jest chore...nie o to tutaj chodzi. Grubas ma w głowie mechanizm psychologiczny - im więcej ograniczeń, tym więcej myślimy o zabronionym.  Żucie jest wpisane w mózg człowieka jako przyjemność. Jedzenie łagodzi napięcia, zmniejsza lęk, osłabia złość i frustracje. Zakazywanie sobie jedzenia, a nawet zakazywanie sobie myślenia o nim wywołuje właśnie myślenie o nim i objedzenie się. Tak samo jest gdy zabronisz sobie myślenia o wielkim różowym słoniu........o czym teraz myślisz? :D

Moja metoda jest więc prosta (czy skuteczna...się okaże, jak zwykle będę na bieżąco informować):
1. Cukier tylko w wyjątkowych sytuacjach (zamiast tego robię desery bez cukru, o których piszę na facebooku)
2. Jem normalne śniadania, normalne obiady i normalne kolacje. To bardzo relaksujące, że wreszcie nie gotuję osobno dla siebie filetu z dorsza z warzywami na parze
3. Dbam o regularne ćwiczenia (pokochałam!)
4. Dbam o regularne wypróżnianie. Nie każdy ma z tym problem. Ja miałam, ale piję zieloną kawę  a także yerba mate i inne wynalazki.
5. Codziennie jem grejpfruty. Poleciła mi to wspomniana wcześniej dietetyczka. Już kiedyś słyszałam, że są pomocne w odchudzaniu dzięki zawartości czegoś tam :p Tylko uwaga moje Drogie! Nie można ich jeść gdy bierze się na stałe leki.
6. Chciałabym zwiększyć ilość warzyw, ale jakoś mi to nie idzie...czekam na nowalijki.

Mogłabym pisać o tym wiele, szczególnie, że właśnie piszę o tym pracę magisterską. Jak u Was z metodami "domowymi''? Jakieś ciekawe pomysły?






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz