wtorek, 7 lutego 2017

Po tamtej stronie mocy...

przed odchudzaniem
Byłam tam przez chwilę...po stronie (prawie) szczupłości. Oczywiście to moje odczucie, bo ciągle miałam nadwagę, ale byłam bardzo wysportowana, ciało było zwarte.

Historia wyglądała tak: w październiku 2015 zrobiłam na blogu i facebooku akcje: 100 dni diety.

 W kwietniu 2016 było super. Ćwiczyłam 5 razy w tygodniu i sporo schudłam. Od maja dieta zaczęła mi się rozsypywać. Zaczęły się paczkowane pierogi, słodycze. Rzadziej chodziłam na ćwiczenia, bo w lato szkoda było marnować dzień na siedzenie w pomieszczeniach. Niby jeździłam sporo na rowerze, ale to nie to samo.

Mamy luty 2017, a ja wróciłam do wagi sprzed całej akcji. Trochę czasu zajęło mi pozbieranie się, by znowu uderzyć z nową siłą. Widocznie człowiek musi pewne etapy przejść, by poznać siebie i w ostateczności zdobyć swe cele. O tym jak chce je zdobyć, będzie następna publikacja, gdyż metodę mam nietypową.

A dziś o tym, jak to jest być po tamtej stronie...
Cóż...moje Drogie, było pięknie. Całe lato chodziłam w sukienkach i spódnicach. Uda nie ocierały się o siebie ani trochę. Mniej się pociłam, mniej odczuwałam wysokie temperatury. Brak zadyszki po wejściu na 3 piętro zadziwiało mnie codziennie. Lepsza skóra, bez wyprysków, ale zdecydowanie gorsze włosy (zaczynałam się martwić - teraz zupełnie odrosły...uff). Łatwiej chodzi się na obcasach, i nie pękają pięty bo nacisk nie jest tak duży. Obrączka znowu mieściła mi się na palcu. Wymieniłam całą garderobę na bardziej kolorową i sportową. I mniejszą. Kupowanie ubrań było przyjemne, bo były moje rozmiary w każdym sklepie. Biust się zmniejszył co jest oczywistym ułatwieniem codzienności (wiedzą te, co mają wielki jak mój). Czułam, że jestem bardziej energiczna, wręcz rozpierała mnie energia, tak po prostu. Wieczorem czekałam aż wyjdę z pracy i poćwiczę. Szybciej się poruszałam i mówiłam (chyba coś mi z tego zostało). Na prawdę było bosko! Te, które mają to od zawsze nie doceniają tego, jest to dla nich normalne. Chce znowu! Do boju! Trzymajcie kciuki! Kto ze mną?!


w trakcie odchudzania











2 komentarze:

  1. Och, tak, wiem, jak to jest. Po pewnym czasie coś się nam sypie i wraca się do wagi sprzed. Albo też z naddatkiem. Nie poddawajmy się i przechytrzajmy własną naturę. Bo ta, która jest nam dana, nie służy nam najwidoczniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę o tym pracę magisterską. Niestety to jest tak złożony proces, i zależy od tak wielu aspektów, że doskonała większość wraca do wagi. Chyba tylko świadomość i walka może przynieść efekt.

      Usuń